Popularne artykuły
| DO ATAKU |
|
|
| Wpisany przez Maciej Rewicz | |||
| wtorek, 20 grudnia 2011 22:45 | |||
Pierwszy śnieg zdążył akurat na szczyt przedświątecznych zakupów. Największe szaleństwo zaobserwowano wzdłuż naszej południowej i zachodniej granicy. Myliłby się ten, kto by pomyślał: normalne, tam mieszkają najbogatsi Polacy - to nie Polacy, to nasi sąsiedzi. Polska waluta jest najsłabsza od czerwca 2009 r, w ubiegłym tygodniu kurs zbliżył się do poziomu 4,60 zł za euro. Nic nie wskazuje, by ten trend miał się odwrócić więc eksporterzy zacierają ręce, na niskich notowaniach złotego zyskuje też przygraniczny handel. Czesi kupują wszystko - od wędlin po meble. W porównaniu ze swoimi cenami na codziennych zakupach zyskują około 20%. Chętnie kupują m.in. sprzęt RTV i gospodarstwa domowego: za telewizor Samsung, który u nas kosztuje ok. 3,3 tys. zł, Czech u siebie musiałby zapłacić równowartość 4,5 tys. zł. W Czechach średnia cena benzyny Eurosuper 95 to w przeliczeniu 6,20 zł, a oleju napędowego 6,30 zł. W Niemczech jest jeszcze drożej: benzyna kosztuje 6,80 zł.Prezes Polskiego Stowarzyszenia Turystyki Medycznej Artur Goska szacuje, że w tym roku przychody branży powinny wzrosnąć w porównaniu z rokiem ubiegłym o przynajmniej 10% – do niemal 800 mln zł. Eksporterzy się cieszą, importerzy wręcz przeciwnie. I jedni i drudzy zastanawiają si,ę ile tak na prawdę wart jest polski złoty. Gdyby rynkiem walutowym rządzili eksperci, złoty byłby jedną z najsilniejszych walut świata. Ci z Międzynarodowego Funduszu Walutowego uważają, że fundamenty polskiej gospodarki uzasadniają kurs euro na poziomie 3,70-3,80 zł (aktualnie oscyluje w granicach 4,50 zł), a dolara poniżej 2,80 zł (jest około 3,40 zł). Brytyjski tygodnik „The Economist” od około 25 lat prowadzi swój własny indeks, nazywany Big Mac. Porównuje on cenę podwójnego hamburgera sieci MacDonalds w USA i kilkudziesięciu innych krajach. Big Mac wszędzie robiony jest on tak samo, z identycznych składników. Przy średniej cenie Big Maca w Polsce około 8,60 zł (wobec 4,07 dol. w USA) kurs złotego (w końcu lipca) uznano za zaniżony do dolara o prawie jedną czwartą. A ostatnio jego niedoszacowanie jeszcze wzrosło. A co mówią finansiści:Analitycy banku Goldman Sachs, który w apogeum kryzysu sprzed trzech lat roztaczał przed naszym regionem Europy apokaliptyczne wizje i grał ostro na przecenę złotego, teraz znowu wieszczą 4,80 zł za euro w perspektywie trzech miesięcy. Z kolei ekonomiści banku ING ostatnio postraszyli utratą przez złotego połowy wartości w razie rozpadu strefy euro. Co więc wpływa na taki a nie inny kurs złotego? Na pewno obiektywne uwarunkowania zewnętrzne niezależne od stanu naszej gospodarki ale mogące na nią wpłynąć np. kryzys strefy euro - ale również, a może przede wszystkim, ratingi i spekulacje na rynkach walutowych. Wyjściem z tej sytuacji - twierdzą niektórzy - byłoby jak najszybsze przyjęcie euro. Jednak strefa euro chwieje się posadach i nawet min. Rostowski stwierdził: "Na obecnym etapie analiz i negocjacji uważamy, że nasze krajowe reguły są bardziej elastyczne i lepiej dostosowane do naszych własnych potrzeb. Wobec tego na obecnym etapie nie przewidujemy wcześniejszego przystąpienia do tej części paktu, nim Polska przystąpi, ewentualnie kiedyś, do samej strefy euro. Ale nasze stanowisko może ewoluować w kontekście postępujących negocjacji" Była to wypowiedź w kontekście polskich postulatów dotyczących propozycji zapisów w pakiecie fiskalnym a odnosiła się konkretnie do przyjęcia nowych zasad fiskalnych z paktu. Pakiet ma być głównym bastionem obrony Unii Europejskiej przed kryzysem. Bezpośrednio po szczycie wszystko wydawało się w miarę jasne i proste. Hamulcowy w postaci Wielkiej Brytanii sam wycofał się z uczestnictwa i wydawało się, że już nic nie stoi na przeszkodzie w szybkim skonstruowaniu i podpisaniu umów. Jak zwykle jednak okazało się, że diabeł tkwi w szczegółach i już teraz słychać coraz bardziej rozbieżne i sceptyczne wypowiedzi ważnych europejskich polityków, np. Niemcy nie chcą się zgodzić na bardziej aktywną rolę EBC w skupowaniu obligacji zagrożonych państw euro a sam Barroso wyrażał się dość sceptycznie o prawnych możliwościach wprowadzenia w życie paktu. Zastanawiać może strategia UE. Już starożytni mówili, że najlepszą obroną jest atak. Unia chce się bronić przed kryzysem finansowym a może zamiast tworzyć fortece obronne w postaci paktów warto pójść w ślady USA - zidentyfikować "wroga" i zaatakować. W Stanach takim atakiem jest ustawa zwana Ustawą Dodda-Franka. Ustawa ta dotyczy finansów a jej celem jest regulacja działalności banków i innych instytucji finansowych, wprowadza: - ograniczenie bardziej ryzykownych działań banków, - powołanie nowej agencji odpowiedzialnej za ochronę konsumentów przed tzw. drapieżnym pożyczaniem (niesprawiedliwym i nieuczciwym praktykom kredytowym) i innymi niesprawiedliwymi praktykami, - regulację ogromnego rynku derywatów (instrumentów pochodnych), - ustalenie przewodniej roli Federal Reserve (amerykańskiego banku centralnego) w nadzorowaniu przestrzegania przepisów, - obowiązek spełniania ostrzejszych wymagań kapitałowych przez banki, - przepisy umożliwiające regulatorom przejmowanie i likwidowanie dużych banków, które wpadną w kłopoty finansowe. Już teraz na podstawie ustawy wdrażane są konkretne działania. Na początku grudnia organy nadzoru bankowego USA przedstawiły pierwszą propozycję zastąpienia agencji ratingowych, w sprawie zasad rządzących wymaganiami kapitałowymi dla banków. Ustawa Dodda-Franka zakazuje jakiegokolwiek uzależnienia od agencji ratingowych, takich jak Moody’s Corp. czy Standard & Poor’s jeżeli chodzi o przepisy bankowe. Zaproponowane alternatywy dla agencji ratingowych bezpośrednio dotyczą jedynie obowiązku uaktualnienia wymogów kapitałowych odnoszących się do ryzyka zawartego w księgach transakcyjnych banków. Propozycja ta jednak stanie się prawdopodobnie podstawą do stworzenia wkrótce przepisu, jak pozbyć się opinii agencji ratingowych ze wszystkich regulacji kapitałowych dotyczących banków. Propozycja zmiany prawa tak by przynajmniej niektóre analizy wykonywane przez agencje ratingowe mogły być wykorzystywane w przepisach bankowych nie spotkała się z poparciem Kongresu. Wszystko wskazuje na to, że w niedługim czasie USA zrzucą z siebie całkowicie balast ratingów przyznawanych przez agencje ratingowe. A jeszcze nie tak dawno to Stany były głównym obrońcą tych agencji a głównym atakującym je była UE. W lipcu br,. po ogłoszeniu ratingu dla Grecji, unijna komisarz sprawiedliwości Viviane Reding oceniła, że trzy potężne amerykańskie agencje ratingowe - Standard&Poor's (S&P), Moody's i Fitch - nie powinny decydować o losach całych państw i zaproponowała ich podzielenie na kilka mniejszych agencji. W tym samym czasie amerykańskie agencje ratingowe otwarcie krytykowali przywódcy europejscy, w tym szef Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso i kanclerz Niemiec Angela Merkel. Ich zdaniem działania tych instytucji jeszcze bardziej komplikują sytuację krajów, walczących z kryzysem zadłużenia. I co? I nic. A przecież jasno widać, że to właśnie te agencje - a nie integracja europejska - stanowią główne zagrożenie suwerenności państw. Agencje ratingowe kilkoma literkami potrafią "przewrócić" państwo przydzielając rating AAA lub D. Problem nie tkwi w samych ratingach lecz w ich spóźnionych ogłaszaniu, ich nietrafności oraz niejasnych i nieobiektywnych (delikatnie mówiąc) procedurach ich wyliczenia i przyznania. Nie ma tu więc zastosowania powiedzenie, że jest to leczenie choroby poprzez zbicie termometru.Ratingi powinny być przyznawane nadal - lecz wyliczane według równej, jasnej, takiej samej dla wszystkich procedury i sposobu wyliczenia; algorytmu biorącego przede wszystkim pod uwagę stan gospodarki państwa oraz jego finansów a nie widzi-mi-się kilku facetów siedzących w agencji i próbujących (jak na razie dość skutecznie) sterować poczynaniami rządów państw i graczy giełdowych. Podobnie ma się problem derywatów. Powinny być zabronione lub znacznie ukrócone, a te które ewentualnie pozostaną - szczelnie (na ile się da) uregulowane prawem. W tym zakresie UE powinna iść ramię w ramię z USA i wspólnie forsować propozycje wśród państw G-20 tak aby zaczęły obowiązywać one na całym świecie. Gospodarka a przede wszystkim finanse są już od dawna zglobalizowane. Polityka raczkuje w tej dziedzinie. Nie da się odpowiedzieć na globalne zagrożenia z pozycji pojedynczego, nawet najmocniejszego, państwa. Czas najwyższy odpowiedzieć na globalny atak atakiem również globalnym. Obrona pozycji nie zda się na wiele. To tylko odwlekanie bezwarunkowej kapitulacji. ![]()
|
Joomla free themes by Lonex.


Pierwszy śnieg zdążył akurat na szczyt przedświątecznych zakupów. Największe szaleństwo zaobserwowano wzdłuż naszej południowej i zachodniej granicy. Myliłby się ten, kto by pomyślał: normalne, tam mieszkają najbogatsi Polacy - to nie Polacy, to nasi sąsiedzi. Polska waluta jest najsłabsza od czerwca 2009 r, w ubiegłym tygodniu kurs zbliżył się do poziomu 4,60 zł za euro. Nic nie wskazuje, by ten trend miał się odwrócić więc eksporterzy zacierają ręce, na niskich notowaniach złotego zyskuje też przygraniczny handel. Czesi kupują wszystko - od wędlin po meble. W porównaniu ze swoimi cenami na codziennych zakupach zyskują około 20%. Chętnie kupują m.in. sprzęt RTV i gospodarstwa domowego: za telewizor Samsung, który u nas kosztuje ok. 3,3 tys. zł, Czech u siebie musiałby zapłacić równowartość 4,5 tys. zł. W Czechach średnia cena benzyny Eurosuper 95 to w przeliczeniu 6,20 zł, a oleju napędowego 6,30 zł. W Niemczech jest jeszcze drożej: benzyna kosztuje 6,80 zł.
A co mówią finansiści:
A przecież jasno widać, że to właśnie te agencje - a nie integracja europejska - stanowią główne zagrożenie suwerenności państw. Agencje ratingowe kilkoma literkami potrafią "przewrócić" państwo przydzielając rating AAA lub D. Problem nie tkwi w samych ratingach lecz w ich spóźnionych ogłaszaniu, ich nietrafności oraz niejasnych i nieobiektywnych (delikatnie mówiąc) procedurach ich wyliczenia i przyznania. Nie ma tu więc zastosowania powiedzenie, że jest to leczenie choroby poprzez zbicie termometru.










