Start Artykuły Media ODCINEK nr 20739
ODCINEK nr 20739 Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 6
SłabyŚwietny 
Wpisany przez Maciej Rewicz   
czwartek, 09 lutego 2012 21:58
Waga z paragrafamiPrzedstawienie, w wielkiej ilości aktów i jeszcze większej ilości odsłon, pt. "Niedetektyw Rutkowski" trwa. Czyżby telewizjom zabrakło seriali?
Nie będę się rozwodził nad dualizmem moralnym stacji telewizyjnych, to zbyt proste. Skupię się nad jednym tylko aspektem sprawy, który sam Rutkowski określił słowami "złamałem ją", a dziennikarze bardzo chętnie to podłapali czyniąc z tego niedetektywowi zarzut.
Na początku oddzielmy dwie kwestie.
Pierwsza to działania Rutkowskiego stricte w sprawie.
Druga to działania marketingowe Rutkowskiego.

Zacznę od drugiej: Krzysztof Rutkowski to przedsiębiorca, prowadzi działalność gospodarczą. Może trochę specyficzną ale jednak. Reklama jest dźwignią handlu - to wiadomo od lat.
Trzeba być idiotą żeby, mając możliwość, nie skorzystać z darmowego czasu antenowego i z darmowej reklamy - nawet gdy próbuje ona być czarną reklamą. Nieważne co mówią, byle nie przekręcali nazwiska. O co pretensje do Rutkowskiego? O marketing? To naprawdę śmieszne.
Trzeba być idiotą żeby nie wiedzieć o co Rutkowskiemu chodzi i pomagać mu w tym, korzystając ze wszystkich środków i sił - jak czynią to telewizje. Nawet wtedy gdy wydaje im się, że robią mu krzywdę, lub obnażają jego niecne działania. Gdyby telewizje nie pokazały konferencji Rutkowskiego to nie mogłyby mieć do niego pretensji, o to że pokazały to co pokazały.
Największy opór budzi upublicznienie dramatycznego momentu przyznania się matki Madzi do kłamstwa? Naprawdę? Telewizje od tygodnia utyskują na podłość detektywa, za każdym razem ilustrując utyskiwanie kadrami z krytykowanego filmu.  
Milczenie byłoby najbardziej dotkliwym środkiem jaki można zaaplikować Rutkowskiemu.

Media przedstawiają działania Rutkowskiego jako coś niebywale nieludzkiego i kompromitującego, twierdzą, że to prawie tortury. Daruję sobie komentarz bo brak mi odpowiedniego cenzuralnego słowa. Dołącza się do tego policja a to już szczyt hipokryzji.

Kwestia pierwsza: działania Rutkowskiego w sprawie.
Zacznę "od początku świata".
Dwie główne służby, które zajmują się ustaleniem sprawców przestępstw to pion kryminalny (nie mylić z pionem kryminalistyki - to jeszcze coś innego) i pion dochodzeniowy (zwany również dochodzeniowo-śledczym). Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że są to dwie odrębne służby (chociaż w niektórych jednostkach połączone w jeden wydział).
Różnicę przedstawię bardzo schematycznie.
Mówiąc najogólniej do zadań pionu kryminalnego należy ustalenie sprawcy oraz źródeł dowodowych (nie dowodów lecz źródeł dowodowych). Pion kryminalny bardzo luźno związany jest Kodeksem Postępowania Karnego. W swojej czystej formie nie prowadzi czynności procesowych tzn. nie przesłuchuje świadków, nie robi oględzin itp. Nie oznacza to, że nie ma styczności z podejrzanymi, podejrzewanymi czy świadkami. Oczywiście ma. Ale wszelkie czynności dokumentowane są nie w formie procesowej (protokołów) lecz w formie (najczęściej) notatek. Stąd też tak często (właśnie w interesującej nas sprawie) przedstawiciele policji podkreślali, że policjanci przeprowadzali rozmowy.
Detektyw w ciemnych okularachGdy już kryminalni ustalą sprawcę oraz źródła dowodowe przekazują sprawę do pionu dochodzeniowego. Zadaniem tego pionu jest przekształcenie informacji operacyjnych (tych przekazanych przez pion kryminalny) w dokumenty procesowe. Wtedy to następują przesłuchania w trybie procesowym czyli przewidzianym przez KPK oraz - w takim samym trybie - zabezpieczanie dowodów itd.
Nie znaczy to, że dochodzeniowcy nie mają udziału w końcowym sukcesie. Wręcz przeciwnie. Wiedzieć to jedno a udowodnić to drugie. To na nich spoczywa obowiązek i odpowiedzialność za prawidłowe przetworzenie informacji operacyjnych na dokumenty procesowe, prawidłowe przesłuchanie, zabezpieczenie dowodów i środków dowodowych.
W praktyce jest tak, że wiele czynności zazębia się, są planowane i wykonywane wspólnie. Dlatego właśnie większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że to dwa odrębne piony policji.

Skoro - jak napisałem wyżej - policjanci z pionu kryminalnego bardzo luźno związani są KPK to nasuwa się pytanie na jakich podstawach działają. Działają na podstawie - mówiąc najogólniej - instrukcji pracy operacyjnej. W dokumencie (dokumentach) tych opisane są i ujęte w odpowiednie ramy formy, metody oraz środki pracy operacyjnej.
Wymienię dwie (niestety bez definicji ani szczegółów): kombinacja operacyjna i gra operacyjna.
To co zastosował Rutkowski to jedno z tych dwóch. Trudno mi ocenić które bo nie znam całości. Policja (policje wszystkich krajów) pracuje tak od lat i nikt nie widzi w tym czegoś wielce niemoralnego. W trakcie rozmowy - powtarzam rozmowy, nie przesłuchania - nagminnie się zdarza, że policjanci informują osobę, z którą rozmawiają, że jej nie wierzą ponieważ posiadają zeznania świadków, z których wynika coś innego niż z wypowiedzi osoby indagowanej. Wyjaśnianie, że w świetle posiadanych zeznań lub innych dowodów rozmówca jest już skazany i przekonywanie, że pomóc mu może tylko przyznanie się i wyjaśnienie wszelkich okoliczności oraz ewentualnych wspólników - to chleb powszedni.
Działa to tym lepiej im bardziej policjantowi udało się zaskarbić sobie zaufanie osoby, z którą rozmawia. Zaskarbieniu zaufania służy "zabawa" w złego i dobrego policjanta. Jest ona zazwyczaj wstępem. Nie będę jej opisywał bo chyba każdy wie o co chodzi.
Oczywiście, na ten manewr nie da się złapać nawet słabo wykształcony kryminalista ale w stosunku do matki Madzi okazał się skuteczny.
Rutkowski nie ma możliwości "gry w dwóch policjantów". Musi rozwiązać ten problem inaczej. Dlatego właśnie zamieszkał u matki Madzi. Był jej powiernikiem i pocieszycielem.
Reasumując: to co zrobił Rutkowski policja całego świata robi tysiące razy dziennie. Trudno więc przyjąć wyjaśnienia przedstawicieli policji, że mieli za mało czasu, że się szykowali, że muszą postępować zgodnie z KPK - jako prawdziwe. Najlepiej by było gdyby policjanci w tym przypadku skorzystali z prawa do milczenia bo wszystko co powiedzą może być użyte przeciwko nim.
Ale wewnątrz struktur nie powinni milczeć. Przeciwnie. Powinni zastanowić się dlaczego stało się tak a nie inaczej i wyciągnąć wnioski.
Mnie, patrzącemu z zewnątrz, nasuwa się kilka. 
Zabawkowy policjantCzęsto pada stwierdzenie: "policja działała zbyt rutynowo". Nie zgadzam się z tym. Policja w pewnym zakresie powinna działać rutynowo. Gdyby postąpili rutynowo to sprawa byłaby wyjaśniona w ciągu dwóch-trzech dni. Problem w tym, że złe są procedury lub ich wykładnia. Od kilkudziesięciu już lat policja poprawia, a może naprawia, swój wizerunek i zdarza się, że dochodzi do absurdów. Obwiniało się policję o to, że nie udzielała wsparcia psychologicznego ofiarom - dla mnie to obłęd, policja nie od tego jest, ale może się mylę. Policja więc zaczęła udzielać wsparcia. Ma do dyspozycji psychologów oraz inne przygotowane w tym kierunku osoby. Prawdopodobnie idą na to niezłe pieniądze. Są specjaliści od tworzenia wizerunku psychologicznego sprawcy a zabrakło psychologa, który przysłuchiwałby się przesłuchaniu oraz rozmowie z matką Madzi nie pod kątem pomocy lecz pod kątem jej prawdomówności. Pod tym kątem analizował zachowania, wypowiedzi, reakcje. Policja to nie Armia Zbawienia ani nie Czerwony Krzyż a niestety pojawiają się tendencje zmierzające do uzyskania takiego jej wizerunku. Pozytywnie odróżnia się tu CBŚ: wygląda na to, że oni wiedzą po co są, nawet jeśli niekiedy popełniają błędy.

Biurokracja. Rutkowski nie musiał pisać planów, dawać do zatwierdzenia, poprawiać, starać się o środki. Szeregowy policjant kryminalny musi. To zabiera czas - z jednej strony; z drugiej: działa jak tarcza ochronna na tyłek policjanta w razie gdyby coś poszło nie tak; oraz zapobiega prywatnym akcjom.

Psychologia. Odnoszę wrażenie, że policjanci oraz prokuratorzy dali się zaczarować mediom. Przez pierwsze kilka dni nie mieściło im się w głowie, że na matkę Madzi można spojrzeć inaczej niż jak na ofiarę. I nawet jeśli komuś przez myśl przeleciało, że może jest tak jak się w końcu okazało że jest, to wolał tego głośno nie wypowiadać. Media wykreowały ofiarę - czego zresztą trzymają się do tej pory - i nikt nie śmiał myśleć inaczej. Teraz też większość komentatorów i dziennikarzy przedstawia ją jedynie jako ofiarę. Przyjmując, że śmierć Madzi nastąpiła w wyniku nieszczęśliwego wypadku, jej matka jest rzeczywiście ofiarą. Ale jednocześnie jest osobą, która przyczyniła się do tego wypadku, lub nawet go spowodowała. Bycie jednocześnie ofiarą i sprawcą to nic oryginalnego: praktycznie każdy sprawca wypadku drogowego jest w takiej sytuacji i sądy biorą to pod uwagę. Czy policja powinna brać to pod uwagę w trakcie czynności zmierzających do ustalenia przebiegu zajścia i aż tak ulgowo traktować osobę jak była traktowana matka Madzi? Wydaje mi się, że nie.

Dzisiaj ukazał się sondaż. Większość Polaków, w różnych aspektach, lepiej oceniło Rutkowskiego niż policję. Redaktor Andrzej Morozowski (TVN24 - "Tak jest") był tym wyraźnie zaskoczony i na tyle zbulwersowany, że w końcówce programu nie był w stanie pohamować gniewu i emocji. Skąd te zachowania? Może uświadomił sobie, że TVN już nie ma takiego wpływu na społeczeństwo jak jeszcze rok czy dwa lata temu a może to frustracja spowodowana świadomością, że większość ma inne zdanie niż on.
Do wyjaśnienia potrzebny byłby psycholog. Aby nie policyjny, bo wtedy wyjdzie na to, że red. Morozowski jest następną ofiarą Rutkowskiego.





 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież


Joomla free themes by Lonex.
stat4u